Indonezja jest największym
muzułmańskim krajem świata! Może nie największym, ale tworzy największe
społeczeństwo Islamskie na świecie. Nie trudno to zauważyć. To co na pierwszy
rzut oka odróżnia Indonezję od Polski to fakt iż dużo kobiet nosi Hidżab –
tradycyjne nakrycie głowy. Nie wygląda to jednak tak jak wielu z internautów
sobie to wyobraża – czyli tłum mężczyzn i chodzące „duchy” , „Buki” lub „wieszak
na pranie”. Po pierwsze mieszkają tu też ludzie innych wyznań (Chrześcijanie,
Hindusi i inne), po drugie nie każda z kobiet nosi hidżab, a po trzecie nawet
jak nosi, to tylko nieliczne zakrywają się całe –większość jednak okrywa tylko
głowę i szyję.
(na zdj. studenci kursu językowego)
Co jeszcze odróżnia Indonezję
jako państwo muzułmańskie od Polski? Meczety i modlitwy codzienne. Prawie na
każdym kroku można spotkać tu meczet lub tzw. Musholla –miejsce na modlitwy w
ciągu dnia. Jak powiedzieli mi ludzie, meczety budowane są z pieniędzy wiernych
– każdy chętny się zrzuca i powstaje meczet. Widać, że jest to dla nich ważna
rzecz, może nawet ważny punkt w życiu – wesprzeć budowę meczetu. Na oko każde
osiedle ma co najmniej jeden meczet. W dzielnicy w jakiej mieszkam mam jeden
dość duży meczet ok 100 m w linii prostej od domu, kolejny w drodze do
koleżanki z sąsiedztwa w odległości ok 650 m, następny w drodze do marketu w
odległości ok 550 m (jak wskazuje mapa google) ,a po drodze buduje się
następny. Najbliższy meczet na północ od mojego domu znajduje się w odległości
800 m , a na południe w odległości 700 m. To nam daje razem pięć meczetów i jeden
w drodze na przestrzeni jednego kilometra! I dobrze! Nie mam nic przeciwko
temu. Często to są bardzo piękne,
oryginalne dla oczu budowle. Nie będę zachowywać się jak niektórzy „ateiści” w
naszym kraju, którzy wiedzą lepiej gdzie i ile kościołów powinni chrześcijanie
budować , lub na co wierni mają ofiarowywać swoje zarobione pieniądze. Nie do
tego dążę w tym artykule. Pragnę jednak zilustrować jak wygląda zwykły dzień w
tym mieście. Tak więc na czym
skończyłam? Na pięciu meczetach w promieniu jednego kilometra. Więc teraz
wyobraźmy sobie popołudnie, zachód słońca – pora wieczornej modlitwy. Prawie
każdy z meczetów posiada wieżę wznoszącą się wysoko nad okolicę, tzw. Minaret,
który zaopatrzony jest w głośniki. Jeżeli meczet nie posiada minaretu, głośniki
umieszczone są na budynku właściwym. A z nich pięć razy dziennie (w moim
pojęciu pięć razy na dobę – 4 godzina to ciągle noc! ) muezzin, czyli duchowny
wzywa wiernych na modlitwę. Pierwsze skojarzenie to pewnie z bijącymi dzwonami
kościołów, ale nie. Ojjj nie. Wzywanie na modlitwę to śpiewy jakie muezzin
odprawia po arabsku, trwające po kilka minut. A co jak w każdym z meczetów
muezzini mają opóźnione zegarki o 1 minutę? Wtedy przez ok 15 minut cała okolica słucha
arabskiego „jęczenia” (tak moje ucho odbiera te melodie). Czasem odnoszę
wrażenie, że któryś z meczetów chce się może wyróżnić, wybić z „tłumu”. Jeden
zaśpiewa wyższym głosem, to ten drugi zaśpiewa trochę dłużej. Może to taka
bitwa o wiernych? Mająca niestety miejsce 5 razy na dobę jak już wspominałam.
Na szczęście nocne zachęty do modlitw, nie są tak zacięte, i respektują osoby
innych wyznań. Dobrą reklamą jest też bycie oryginalnym w inny sposób.
Niedaleko ulubionego baru, bardziej w centrum miasta, znajduje się meczet w
którym wieczorne modlitwy śpiewają…dzieci. I tak o godzinie 21, siedzisz ze znajomymi
przy piwie..a zamiast muzyki, słuchasz dziecięcych piskliwych arabskich modlitw. Żeby nie było wątpliwości –
nadal uważam, że jak polskie dziecko śpiewające do mikrofonu „Chwalcie łąki
umajone..” też brzmi fatalnie – przecież
oglądałam własną kasetę z Pierwszej Komunii Świętej!
(zdj. chłopcy bawiący się przed drzwiami meczetu)
Inne różnice wynikające z
przewagi islamu? No na pewno prawie żadna dostępność wieprzowiny i o wiele
uboższa oferta alkoholi. Jeżeli chodzi o wieprzowinę, dla mnie to nie ma
większego znaczenia. Jeżeli chodzi o alkohol, to faktycznie czasem czuję się „nieswojo”.
Nie chodzi o to, że mam problemy z piciem, a właściwie z nie-piciem alkoholu –bo
takowych nie mam. Ale nigdy nie postrzegałam za coś złego wyjścia ze znajomymi
na piwo. W Europie w większości przypadków, spotkania wieczorne wiązały się z
wyjściem do pubu-nie chodzi tu o to co będziesz pić. Po prostu idziesz do pubu.
Ale tu nie ma pubów! Nie ma prawie w ogóle barów. Co niektóre restauracje,
przypominające ekskluzywne lokale w Europie, oferują ok 3 rodzaje piwa, i może
kilka drinków. Ale to nie ma atmosfery pubu. W ciągu mojego pobytu tutaj,
odbywało się kilka ważnych (dla kibiców) meczy piłki nożnej. Najważniejszym
wydarzeniem, był bez wątpienia Finał Ligii mistrzów pomiędzy Borussia Dortmund,
a Bayer Monachium. Mimo, że nie uważam się za fana, lubię popatrzeć na taki
mecz, bo jest to bez wątpienia wielkie wydarzenie kulturowe pełne emocji! Zamarzyło
mi się zimnego piwa w pubie i meczu….niedoczekanie! Nie ma pubu! Zapytałam się
więc znajomego, gdzie oglądacie mecze? Gdzie ludzie spotykają się by oglądać je
wspólnie? …odpowiedź na to pytanie dostałam, udając się którymś wieczorem do…McDonaldu.
Widok niecodzienny…McDonald pełny, stoliki i krzesła ustawione w rzędy przed
wielkim ekranem i tłum kibicujących mężczyzn, popijających przez słomkę fantę z
kubka McDonalds. Tego jeszcze nie było.
Czy to jedyne różnice jakie są
między naszymi krajami? Jest ich sporo więcej, ale nie sposób wszystkie opisać.
Głównie kryją się w drobnych czynnościach, np. zdejmowanie butów przed wejściem
do mieszkania, robienie przerwy między
zajęciami ok godzi.18 aby muzułmańscy studenci mogli iść się pomodlić, brak
psów w domach (pies zwierzę nieczyste –nie to co kot który ma 7 żyć!),
tradycyjne nakrycia głowy nawet u mężczyzn, itp. Myślę, że istnieje jeszcze
więcej różnic o których nawet nie wiem.