środa, 19 czerwca 2013

Islam na co dzień

Indonezja jest największym muzułmańskim krajem świata! Może nie największym, ale tworzy największe społeczeństwo Islamskie na świecie. Nie trudno to zauważyć. To co na pierwszy rzut oka odróżnia Indonezję od Polski to fakt iż dużo kobiet nosi Hidżab – tradycyjne nakrycie głowy. Nie wygląda to jednak tak jak wielu z internautów sobie to wyobraża – czyli tłum mężczyzn i chodzące „duchy” , „Buki” lub „wieszak na pranie”. Po pierwsze mieszkają tu też ludzie innych wyznań (Chrześcijanie, Hindusi i inne), po drugie nie każda z kobiet nosi hidżab, a po trzecie nawet jak nosi, to tylko nieliczne zakrywają się całe –większość jednak okrywa tylko głowę i szyję.
 (na zdj. studenci kursu językowego)


Co jeszcze odróżnia Indonezję jako państwo muzułmańskie od Polski? Meczety i modlitwy codzienne. Prawie na każdym kroku można spotkać tu meczet lub tzw. Musholla –miejsce na modlitwy w ciągu dnia. Jak powiedzieli mi ludzie, meczety budowane są z pieniędzy wiernych – każdy chętny się zrzuca i powstaje meczet. Widać, że jest to dla nich ważna rzecz, może nawet ważny punkt w życiu – wesprzeć budowę meczetu. Na oko każde osiedle ma co najmniej jeden meczet. W dzielnicy w jakiej mieszkam mam jeden dość duży meczet ok 100 m w linii prostej od domu, kolejny w drodze do koleżanki z sąsiedztwa w odległości ok 650 m, następny w drodze do marketu w odległości ok 550 m (jak wskazuje mapa google) ,a po drodze buduje się następny. Najbliższy meczet na północ od mojego domu znajduje się w odległości 800 m , a na południe w odległości 700 m. To nam daje razem pięć meczetów i jeden w drodze na przestrzeni jednego kilometra! I dobrze! Nie mam nic przeciwko temu.  Często to są bardzo piękne, oryginalne dla oczu budowle. Nie będę zachowywać się jak niektórzy „ateiści” w naszym kraju, którzy wiedzą lepiej gdzie i ile kościołów powinni chrześcijanie budować , lub na co wierni mają ofiarowywać swoje zarobione pieniądze. Nie do tego dążę w tym artykule. Pragnę jednak zilustrować jak wygląda zwykły dzień w tym mieście.  Tak więc na czym skończyłam? Na pięciu meczetach w promieniu jednego kilometra. Więc teraz wyobraźmy sobie popołudnie, zachód słońca – pora wieczornej modlitwy. Prawie każdy z meczetów posiada wieżę wznoszącą się wysoko nad okolicę, tzw. Minaret, który zaopatrzony jest w głośniki. Jeżeli meczet nie posiada minaretu, głośniki umieszczone są na budynku właściwym. A z nich pięć razy dziennie (w moim pojęciu pięć razy na dobę – 4 godzina to ciągle noc! ) muezzin, czyli duchowny wzywa wiernych na modlitwę. Pierwsze skojarzenie to pewnie z bijącymi dzwonami kościołów, ale nie. Ojjj nie. Wzywanie na modlitwę to śpiewy jakie muezzin odprawia po arabsku, trwające po kilka minut. A co jak w każdym z meczetów muezzini mają opóźnione zegarki o 1 minutę?  Wtedy przez ok 15 minut cała okolica słucha arabskiego „jęczenia” (tak moje ucho odbiera te melodie). Czasem odnoszę wrażenie, że któryś z meczetów chce się może wyróżnić, wybić z „tłumu”. Jeden zaśpiewa wyższym głosem, to ten drugi zaśpiewa trochę dłużej. Może to taka bitwa o wiernych? Mająca niestety miejsce 5 razy na dobę jak już wspominałam. Na szczęście nocne zachęty do modlitw, nie są tak zacięte, i respektują osoby innych wyznań. Dobrą reklamą jest też bycie oryginalnym w inny sposób. Niedaleko ulubionego baru, bardziej w centrum miasta, znajduje się meczet w którym wieczorne modlitwy śpiewają…dzieci. I tak o godzinie 21, siedzisz ze znajomymi przy piwie..a zamiast muzyki, słuchasz dziecięcych piskliwych  arabskich modlitw. Żeby nie było wątpliwości – nadal uważam, że jak polskie dziecko śpiewające do mikrofonu „Chwalcie łąki umajone..”  też brzmi fatalnie – przecież oglądałam własną kasetę z Pierwszej Komunii Świętej!
(zdj. chłopcy bawiący się przed drzwiami meczetu)

Inne różnice wynikające z przewagi islamu? No na pewno prawie żadna dostępność wieprzowiny i o wiele uboższa oferta alkoholi. Jeżeli chodzi o wieprzowinę, dla mnie to nie ma większego znaczenia. Jeżeli chodzi o alkohol, to faktycznie czasem czuję się „nieswojo”. Nie chodzi o to, że mam problemy z piciem, a właściwie z nie-piciem alkoholu –bo takowych nie mam. Ale nigdy nie postrzegałam za coś złego wyjścia ze znajomymi na piwo. W Europie w większości przypadków, spotkania wieczorne wiązały się z wyjściem do pubu-nie chodzi tu o to co będziesz pić. Po prostu idziesz do pubu. Ale tu nie ma pubów! Nie ma prawie w ogóle barów. Co niektóre restauracje, przypominające ekskluzywne lokale w Europie, oferują ok 3 rodzaje piwa, i może kilka drinków. Ale to nie ma atmosfery pubu. W ciągu mojego pobytu tutaj, odbywało się kilka ważnych (dla kibiców) meczy piłki nożnej. Najważniejszym wydarzeniem, był bez wątpienia Finał Ligii mistrzów pomiędzy Borussia Dortmund, a Bayer Monachium. Mimo, że nie uważam się za fana, lubię popatrzeć na taki mecz, bo jest to bez wątpienia wielkie wydarzenie kulturowe pełne emocji! Zamarzyło mi się zimnego piwa w pubie i meczu….niedoczekanie! Nie ma pubu! Zapytałam się więc znajomego, gdzie oglądacie mecze? Gdzie ludzie spotykają się by oglądać je wspólnie? …odpowiedź na to pytanie dostałam, udając się którymś wieczorem do…McDonaldu. Widok niecodzienny…McDonald pełny, stoliki i krzesła ustawione w rzędy przed wielkim ekranem i tłum kibicujących mężczyzn, popijających przez słomkę fantę z kubka McDonalds. Tego jeszcze nie było.

Czy to jedyne różnice jakie są między naszymi krajami? Jest ich sporo więcej, ale nie sposób wszystkie opisać. Głównie kryją się w drobnych czynnościach, np. zdejmowanie butów przed wejściem do mieszkania,  robienie przerwy między zajęciami ok godzi.18 aby muzułmańscy studenci mogli iść się pomodlić, brak psów w domach (pies zwierzę nieczyste –nie to co kot który ma 7 żyć!), tradycyjne nakrycia głowy nawet u mężczyzn, itp. Myślę, że istnieje jeszcze więcej różnic o których nawet nie wiem.