Do tego momentu udało mi się odnotować coś co rzuca się (nie tylko w oczy) na wjeżdżającego do Indonezji turystę - klimat. Sauna! Gorąca, wilgotna, gęsta mieszanka powietrza wypełnia każdy centymetr sześcienny powietrza. Na skórze momentalnie występuje nieprzyjemnie lepki pot, nozdrza wypełniają się tym duszącym, charakterystycznym zapachem i czujesz, że jesteś otulony wszędzie - nawet w zakamarkach między ubraniem, a ciałem.
Pomimo, że pora deszczowa już powinna skończyć się na dobre to pada. Pff...pada...Leje! Siedzę w pokoju, cisza, spokój, gdzieś tam bezszelestnie przebiegła jaszczurka po ścianie, aż tu nagle łomot jak zrzucanie gruzu na budowie! Zaczęło padać z taką siłą, że rozumiem już dlaczego przeprawy przez lasy tropikalne podczas deszczu w filmach typu "Krokodyl Dundee" są same w sobie dokonaniem heroicznym.
Tak więc co mogę więcej powiedzieć siedząc w klimatyzowanym pokoju, odsypiając różnice w czasie Polskim, a Surabaii i aklimatyzując się (tak tłumaczę nieustającą senność)?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz